poniedziałek, 8 listopada 2010

Wojna

I znów wojna w domu. Bitwa o każdy łyk mleka, o każde 100 gramów do przodu, o każdy cm więcej... :( Czasami myślę, że nie dam rady, że położę się na podłodze i będę wyć, walić głową w ściany, drzeć się aż do zachrypnięcia... W nadziei, że cokolwiek pomoże. Póki co nie pomaga nic. Ani wycie, ani walenie głową... Niestety... Wszystko przerobiłam.
Był pediatra. Mała rośnie powolutku, kazał się póki co nie zamartwiać, chyba zauważył w jakim jestem stanie. Ogólnie wszystko nadal z nią okej. Tylko dlaczego diabeł zawsze tkwi w tych pieprzonych szczegółach? Szczegół 1 - mało rośnie, szczegół 2 - mało waży, szczegół 3 - nie bardzo chce jeść, szczegół 4 - nie chce się na brzuszek przekręcać (chociaż na to ma jeszcze troszkę czasu, ale jak do końca miesiąca jej się nie zachce to trzeba będzie się skonsultować z rehabilitantem). Jakby tego wszystkiego było mało - na dobicie - "Czas zmienić mleko!". Mała nie może wiecznie być na tej leczniczej papce, musi zacząć jeść normalne mleko. Problem w tym, że normalne mleko ma konsystencję wody i nie smakuje bananami. :( I w jaki sposób ja mam mojej Córeczce przetłumaczyć, że tego "smacznego" mleczka już nie będzie, bo to "niesmaczne" jest lepsze. Mała nawet nie chce spojrzeć na zwykłe mleko. Nie działa nawet zagęszczanie kleikiem ryżowym, w celu oszukania. Ona jest mądra, nie da się zrobić tak łatwo w konia! Dramat!!!
Staram się zachować spokój przy karmieniu, przytulam ją, mówię łagodnym głosem, głaszczę po główce, całuję... Wszystko na nic. Mała śmieje się do mnie i jest wszystko dobrze, dopóki smoczek nie zbliża się do jej ust. Próbuje łyka i jak tylko poczuje czym chcę ją nakarmić zaczyna się awantura. Drze się wniebogłosy, kręci główką, kopie, pręży się i językiem wypluwa smoczek z buzi... Jak jest bardzo głodna, dziubnie kilka łyków i koniec. Rezultat jest taki, że płacze ona, płaczę ja, a mleko ląduje w zlewie...
Do tego wszystkiego coroczne problemy jesienno - emocjonalne... Jestem wykończona psychicznie. Jakie to szczęście, że mam mojego M. Wraca z pracy, ociera łzy, przytula, pociesza. Nie wiem co bym bez Niego zrobiła... Nie chcę sobie nawet tego wyobrażać...

Kiedyś będzie lepiej... Oby! Trzeba tylko JAKOŚ przeczekać, przetrwać, nie zwariować!

2 komentarze:

  1. Ściskam kciuki i życzę dużo sił. Na pewno będzie dobrze!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dziękuję przezornie... Wierzę, że będzie lepiej. Bardzo chcę wierzyć.

    OdpowiedzUsuń