czwartek, 16 września 2010

Niemiło...

Musiałam się w końcu zebrać i wykonać telefon do swojej firmy (swoją drogą to ciekawe czy nie powinnam już jej nazywać byłą firmą). Zaprosili mnie na coroczną integracyjną imprezę. To znaczy ta impreza w teorii jest integracyjną, bo w praktyce zawsze są dwa obozy - Warszawa i Łódź. Wszyscy patrzą na siebie wilkiem i jest drętwo jak nie wiem co. Do czasu, gdy napoje wyskokowe zaczną działać. Wtedy parkiet się zapełnia i jest trochę lepiej, bo każdemu (kto pije ;) ) zaczyna być wszystko jedno. Co nie prowadzi oczywiście do integracji międzymiastowej. Tak dobrze to nie ma.
Dzwonię, odbiera księgowa, przedstawiam się, ledwo zdążyłam dokończyć nazwisko, a ta: "Noo, nareszcie, ja dziś muszę listę zamknąć. Przychodzisz?". Ton jej głosu nie był ani sympatyczny, ani zachęcający, ani nic...
Ja: Nie przyjdę, dziękuję za zaprosze...
K: Dlaczego? Pogadałabyś ze swoimi starymi koleżankami
Ja: Tak, wiem, ale nie mam z kim zostawić Małej, mój M. sam się boi z nią zo...
K: Dobra, to Twoja decyzja. A jak się czujesz, wszystko ok?
Ja: Tak, dzięku...
K: To na razie, cześć.
Trach słuchawką...
Tośmy se pogadały. Zrobiło mi się autentycznie przykro. Nie to, żebym chciała z nią dyskusje prowadzić, ale odniosłam wrażenie, jakby chciała jak najszybciej skończyć tą rozmowę.
I weź tu zajdź w ciążę, rodź dzieci... Polityka prorodzinna nie sprawdza się w naszym kraju. A już na pewno nie w moim zakładzie. Naprawdę chciałam wrócić do pracy po macierzyńskim, ale nie mam z kim zostawić Dziecka, a opiekunki nie wynajmę. O nie! Tym bardziej przy moich zarobkach. 3/4 pensji poszłoby jak nic. No a ukochany szef zastrzegł, że jeśli od nowego roku nie wrócę to nie wie na jakie stanowisko mnie da, może na produkcję. Jasne... Nie no, super po prostu. Nie po to kończyłam studia, żeby teraz mnie "za karę", że urodziłam dziecko wyrzucał z biura do maszyn... :( A tyle się dla tej firmy poświęcałam. Niepłatne nadgodziny, soboty... Tak cię docenią...
Kiepski mam dziś nastrój ogólnie, a myślenie o pracy już w ogóle pogorszyło stan rzeczy.
Do tego wszystkiego Mała znowu obraziła się na jedzenie i urządza histerię jak tylko poczuje smoczek w buzi...
Aaaaa.... Jesienna deprecha chyba się gdzieś już pod płotem przyczaiła... :(

1 komentarz:

  1. Ojej.. to może w tej mojej oświacie nie jest tak najgorzej.. Pozdrawiam i głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń